fbpx
Sektorkolejowy » Jaka przyszłość czeka sektor budowlany? Kondycja i perspektywy – wywiad z Piotrem Kledzikiem, prezesem PORR S.A.

Jaka przyszłość czeka sektor budowlany? Kondycja i perspektywy – wywiad z Piotrem Kledzikiem, prezesem PORR S.A.

pzez Damian

Po dwóch latach trudności w realizacji robót budowlanych, co wynikało z pandemii, ten rok miał być lepszy. Rosyjska napaść na Ukrainę spowodowała, że branża budowana nadal ma „pod górę”. Jak branża budowlana radzi sobie z obecnymi wyzwaniami?

Po okresie optymizmu związanego z odpornością branży budowlanej na negatywne skutki pandemii, nadszedł rok naznaczony konfliktem  za sąsiednią granicą. O ile okres epidemii mijał pod hasłem zerwanych łańcuchów dostaw, czy chwilowych problemów z rękoma do pracy, o tyle obecnie naszą rzeczywistość dominują słowa „inflacja”, ,,rosnące koszty materiałów”, czy ,,waloryzacja”.

Odnosząc się do wzrostu cen materiałów budowlanych, to szczęśliwie na chwilę obecną proces ten wyhamował i można nawet zaobserwować tendencje odwrotne, aczkolwiek ich poziom w porównaniu do roku 2021 jest nadal wysoki. Analiza obecnych trendów wskazuje, że jest to powiązane m.in. ze zmniejszonym popytem rynkowym. Wyhamowanie sektora budownictwa mieszkaniowego oraz opóźnienia w wydawaniu decyzji ZRID powodują większą dostępność materiałów, czy brygad roboczych. Nie można jednak na chwilę obecną uznać takiej sytuacji za trwałą – już dziś prognozujemy większe spadki w czwartym kwartale 2022.  Materiały, które nadal odnotowujemy na wysokim poziomie są w dużej mierze uzależnione od czynników kosztotwórczych takich jak: gaz, ropa, energia, kursy walut. Przykładem takiego też materiału jest np. szkło, które jest używane w budynkach kubaturowych do realizacji fasad, a stanowi ono dość znaczną składową kosztową budynku. Dlatego też we wszystkich zakresach, gdzie duży jest udział kosztów energii elektrycznej, paliwa, transportu, a materiały sprowadzane są z UE nadal musimy uwzględniać w projekcjach kosztowych wzrost cen. W pozostałych – ceny są wysokie, ale jednak stabilne.

Czy waloryzacja jest antidotum na obecne problemy ze wzrostem kosztów, w tym np. energii?

Problematyka rosnących w ekspresowym tempie cen materiałów i energii nie tylko zdezaktualizowała kosztorysy realizowanych inwestycji, ale wywołała też globalną dyskusję o konieczności podjęcia szybkich i skutecznych działań oraz o skutkach ich braku. Rynek zamawiających nie jest jednolity, bo to wachlarz podmiotów począwszy od spółek skarbu państwa a skończywszy na jednostkach samorządu terytorialnego, czy inwestorach prywatnych. Wypracowanie jednego rozwiązania nie jest możliwe, ale zbudowanie porozumienia wokół problemu i woli jego rozwiązania już tak.

W ramach prowadzonego ze stroną publiczną dialogu branża prezentuje pogląd, że waloryzacja to de facto zwrot kosztów. Nowe kontrakty, obecnie podpisywane, mają 10-procentowy limit waloryzacji, ale w budżecie to wciąż tylko 100 proc., a nie 110 proc. To tylko limit do wykorzystania. Na ile jest on naprawdę realny można zobaczyć na kontraktach, które nie są limitowane. One do dzisiaj trwają, są realizowane – tam waloryzacja wynosi kilkanaście procent, czasem nawet dwadzieścia. Niestety 5-proc. limit na wielu kontraktach został już dawno przekroczony, a w obecnej sytuacji ich realizacja jest po prostu nieopłacalna dla firm. I to jest niczyja wina, że tego nie przewidziano. Wystąpiła sytuacja nadzwyczajna i należy w tej chwili takie kontrakty dostosować do realiów kosztowych albo od nich odstąpić. W tym kontekście, wszyscy mamy już doświadczenia z poprzedniej dekady, że ponowne rozpisanie kontraktu przez stronę publiczną daje w efekcie kilkukrotnie droższe oferty niż utrzymanie i dostosowanie ich zapisów.

Reasumując wątek waloryzacji należy podkreślić, że zapisy kontraktowe nie wytrzymały konfrontacji z tą nadzwyczajną sytuacją, jaką jest wojna. Na szczęście, kilkumiesięczna  dyskusja na rynku budowlanym, pod kątem wypracowania optymalnych rozwiązań, zaczyna przynosić efekty m.in. w postaci zawieranych już w inwestycjach drogowych aneksów do umów, urealniających  warunki  stosowania waloryzacji. Jako cała branża jesteśmy przekonani, że ekstrapolacja tych rozwiązań na pozostałe kontrakty to tylko kwestia czasu. 

Kolejna istotna kwestia – co z pracownikami? Czy pracodawcy będą ograniczać zatrudnienie?

Odnosząc się do kwestii rynku pracy, według portalu wielkiebudowanie.pl od początku maja tego roku powoli rośnie liczba osób szukających pracy w budownictwie, choć wielkość zatrudniania jest niższa niż w marcu. Wiosenna fala wzrostu zatrudnienia w budownictwie już minęła, a kolejnej bez wdrożenia środków z KPO nie będzie. A nawet jeśli te środki się pojawią, to i tak zostaną najwcześniej wdrożone w ramach projektów w przyszłym roku. Oznacza to tyle, że w kolejnych miesiącach może spadać zapotrzebowanie na robotników budowlanych, a nadal będzie rosła liczba szukających pracy zwalnianych z upadających firm. Proces nie będzie szybki, ale pod koniec roku będzie już odczuwalny. Bezrobocie w budownictwie na pewno wzrośnie, mimo że obecnie aż 89% firm budowlanych deklaruje niedobór kadr i chętnie zatrudnia. Jest to katastrofalna dysproporcja generująca wzrost kosztów pracy.

Wskazuje Pan że pierwsze symptomy procesu schładzania gospodarki w budowlance pojawią się pod koniec roku. A jak Pan ocenia długoterminowo perspektywy tej branży?

Nie zapominajmy, że kondycja branży budowlanej to barometr stanu każdej gospodarki. W wartościach bezwzględnych w Polsce to 11-12 proc. rocznych dochodów sektora finansów publicznych. Dlatego kluczowe jest pozyskiwanie kolejnych projektów finansowanych z programów inwestycji publicznych, szczególnie tych związanych z unijnym finansowaniem. To one stanowią gwarancję dalszego rozwoju branży budowlanej w Polsce, w szczególności w zakresie budownictwa kolejowego i drogowego.

Myślę, że długoterminowo firmy, które realnie patrzą na rynek i mierzą siły na zamiary, poradzą sobie.

Kluczowe jest dziś posiadanie strategii opartej o realną ocenę ryzyk i skuteczne zarządzanie nimi. Mój osobisty ranking czynników krytycznych dla przyszłości rodzimej branży budowlanej to:  rosnące koszty zatrudnienia, koszty materiałów, adaptacja limitów waloryzacyjnych, zapewnienie dalszego wysokiego poziomu inwestycji przy adekwatnej płynności finansowej, brak planów zagospodarowania przestrzennego i niska dostępność terenów inwestycyjnych oraz szybka transformacja budownictwa w kierunku zrównoważonego rozwoju. To kluczowe wyzwania na następnych kilka lat.

PORR działa w kilku obszarach – infrastruktura lądowa, budownictwo kubaturowe, kolejowe, przemysłowe, hydrotechniczne – czy działalność w tylu gałęziach budownictwa to recepta na trudne czasy?

Konsekwentnie dążymy do tego, aby nasza oferta i portfel zamówień był zdywersyfikowany. Począwszy od infrastruktury drogowo-mostowej, kolejowej, wodnej, przez hydrotechnikę śródlądową, morską, projekty infrastruktury publicznej, po mieszkania i sferę przemysłową, wszędzie jesteśmy już obecni. W zasadzie trudno dziś wskazać branżę, w której PORR nie mógłby konkurować.

Realizujemy także mniejsze kontrakty. Nasza organizacja jest podzielona na regiony, które mają za zadanie startować także w tego typu przetargach, o ile możemy być konkurencyjni. Te najmniejsze to nie nasza nisza, bo lokalne firmy wspaniale sobie dają z nimi radę. Ale już przetargi średnie bywają trudne, wymagające technologii. I my się w tym znakomicie sprawdzamy.

Wśród ciekawych realizacji mamy gazociągi dla Gaz-Systemu, terminale LNG, w tym roku skończyliśmy falochron w porcie w Gdańsku, robimy śluzy na Odrze, czy suche zbiorniki retencyjne. To wszystko to technologiczne realizacje, w których możemy wykazać swoją przewagę konkurencyjną. Startujemy też w przetargach z zakresu budownictwa przemysłowego, na realizacje instalacyjne bądź magazynowe.

Główne hasło PORR, które promuje firmę, to inteligentne budowanie. Co ono oznacza?

Definiujemy siebie jako lidera technologicznego i dostawcę kompleksowych usług we wszystkich dziedzinach współczesnego budownictwa. Dziś innowacyjność to konieczność. Dlaczego? Branża budowlana jest energochłonna, odpowiada za 20% światowej emisji CO2. Wprost przekłada się to na ryzyka klimatyczne.

Inteligentne budownictwo to budownictwo przyszłości, które powinno być odpowiedzią na potrzeby ludzi. Oznacza to wyjście naprzeciw nowym wymaganiom dotyczącym energooszczędności czy ekologii. Głównym trendem wpływającym na branżę budowlaną będzie właśnie zapotrzebowanie na energię, które rośnie w dużym tempie. Powinno to stanowić dla nas impuls do wdrażania technologii, które pozwolą zoptymalizować procesy i zwiększyć wydajność, której rezerwy są nadal w budownictwie znaczące.

Czekają nas jako cały sektor istotne przemiany technologiczne: technologie ekologiczne, zastosowanie energii odnawialnej w budownictwie, BIM, który nie tylko umożliwi bardziej efektywne podejście do projektowania, ale także do realizacji inwestycji i późniejszego zarządzania budynkiem na etapie użytkowania. Następnie rosnąca automatyzacja, czy kompetencje w zakresie wizualizacji 3D wykorzystywane do wczesnego wykrywania kolizji, generowania zestawień materiałowych oraz monitorowania stanu budowy. To rozwiązania, które w sposób bezpośredni pozwalają podnosić efektywność i redukować poziom emisji. I my je stosujemy na co dzień.

Reasumując, widzi Pan problemy i zagrożenia dla branży, w tym też Pańskiej firmy, ale równocześnie ma Pan pomysły na ich pokonanie…

Pesymizm to nasz sport narodowy. W ten sposób myślimy też o wyzwaniach wywoływanych przez kryzysy. Tam gdzie Chińczycy widzą okazje, my widzimy bariery. A szkoda. Bo w pełni zgadzam się z stwierdzeniem Miltona Friedmana, że „tylko kryzys – rzeczywisty lub domniemany – powoduje prawdziwą zmianę”. A ta może mieć wiele twarzy – od porażki do sukcesu. Może przesadzę, gdy powiem, że wyłącznie od nas zależy co w efekcie osiągniemy. Wracając do początku rozmowy, ostatnie dwa lata pokazały jak bardzo jesteśmy od siebie zależni w skali globalnej. Dodatkowo efekt domina w gospodarce światowej wywołany przez wojnę w Ukrainie podważa poczucie, że jesteśmy w stanie zarządzić każdym ryzykiem. Myślę, że ten czas to dla nas wszystkich ważna lekcja, z której prywatnie i zawodowo powinniśmy wyciągnąć wnioski. I działać w oparciu o długofalową strategię, a nie czekać aż sytuacja sama się zmieni.

Fot. PORR S.A.

Może Ci się spodobać

Zostaw komentarz